logo2_1.jpg

Czekamy z ufnością i miłością, a co możemy zrobić dla samotnych?

Wpisany przez Andrzej Leja   

Upadamy i podnosimy się. Nieustannie w drodze. Klepsydra przesypuje się nieustannie. Panta rei…  Rano, po południu i już wieczór.  I znowu rano.  Mijają dni, tygodnie, miesiące i lata. Tak upływa życie.  Pośpiech,  gonienie za wiatrem,  niespełnione czy też spełnione ambicje.  I ciągłe plany, aby więcej, wyżej, dalej, szybciej,  mocniej, lepiej,  i  naj, naj, naj. Zapominamy, że to wszystko na chwilę, dłuższą, krótszą, ale jednak tylko ,,na chwilę”, a główny cel  jest po Drugiej Stronie. Żeby tam dopłynąć  nie możemy gubić z naszego horyzontu Boga.  Teraz wszyscy mamy szanse, bo czekamy na Święta Bożego Narodzenia, szanse więc na to, aby umocnić swoją wiarę i po raz kolejny przeżyć magiczne Święta, przypominające znaczenie narodzin Jezusa Chrystusa. Przeżyć je z  rodziną,  modlitwą, opłatkiem, kolędami, choinką. By poczuć wzajemną miłość i moc bycia razem, gdy na co dzień tak mało mamy czasu, gdy wciąż się spieszymy, musimy coś załatwiać, kupić, podleczyć, omówić, zamienić, wykonać, dogonić,… Uff!   Teraz właśnie jest  ten czas, w którym można i trzeba się zatrzymać. Pogłębić wiarę, pomodlić się, porozmawiać z dzieckiem, z rodzicami, mieć więcej czasu na rozmowę z żoną, mężem, na zaproszenie dawno nie widzianych krewnych. Być ze sobą, poczuć jak bliscy sobie jesteśmy, a przed wszystkim otworzyć serce, by odczuć miłość przychodzącego na świat Jezusa. We mszy św. wigilii Bożego Narodzenia poprosimy Boga, byśmy mogli przyjąć z radością te wiekuiste dary, które przynosi nam święto Chrystusowych narodzin.  Myśl o obdarowywaniu,  jak napisał Benedykt XVI w swoim dzienniku Służyć prawdzie  (pisanym dzień po dniu  w  czasach kardynalskich),  jest  zakotwiczona w liturgii i uświadamia nam odwieczny dar Boży: Bóg sam chciał w tej świętej nocy stać się darem dla ludzi, wydał nam samego siebie  (sic!) Właściwym darem jest więc Jezus Chrystus. Nawet ci, którzy  nie wierzą w  Chrystusa  jako Boga, który stał się człowiekiem,  muszą uznać, że Jezus wzbogacił wewnętrznie ludzkość od ponad dwóch tysięcy lat, dając nam samego siebie. Nie wstydźmy się Go. Nie mówmy, że te całe święta to tylko… prezenty, jedzenie, choinka i kolędy.  Spróbujmy odczuć  Narodziny Pana z całą mocą ich znaczenia. Oto człowiek otrzymał wielką szansę życia wiecznego.  Nie  marnujmy jej bezmyślnie dla doczesnych rozkoszy i paktu z szatanem.  Wyprostujmy swoje ścieżki, odszukajmy zagubioną Drogę, pogódźmy się z rodziną, przeprośmy wrogów i przyjaciół i bądźmy mocniej związani z sacrum, niż z profanum.
To oczywiście bolesna prawda o nas samych, że zbyt często upadamy, ale przecież w końcu podnosimy się.  I to jest to nasze wielkie zwycięstwo.  Boli, że tak wielu  z nas wybiera cynicznie i w wyrachowaniem Barabasza.  Nieszczęsne wydarzenia związane z bezpardonowymi i licznymi atakami na księży  (choćby ostatni brutalny atak - po wielu latach - na księdza Jankowskiego, który nie może się już bronić, niech spoczywa w Pokoju), na kościół (vide: ordynarny Kler!) pokazują jak w soczewce  jak potężny jest szatan i jak bardzo obecny jest wśród nas. Jedynie silna wiara, pielęgnowana modlitwą i  uczestniczeniem w życiu Kościoła,  da nam potrzebną moc do przezwyciężenia zła.  Pytanie,  co z tymi, którzy  pomimo magii i mocy Bożonarodzeniowych Świąt  pozostają przy Barabaszu?  Niech pamiętają, że zawsze  mają szansę, by podnieść się z upadku i przyjąć postawę wyprostowaną.  Święta Bożego Narodzenia  dają niepowtarzalną  szansę, by obudzić się  z letargu i odrzucić zło w imię prawdy i wiary, ale  warunkiem sine qua non zerwania konszachtów z szatanem  i uzyskania przebaczenia,  jest konieczność  żalu za grzechy i próba naprawy zła, jakie się wyrządziło.  I wreszcie last but not least  dzisiejszych refleksji świeckiego katolika.  Owszem, wszyscy czekamy z nadzieją na Jezusa Chrystusa, na Jego Narodziny, ale musimy pamiętać, że Bóg także czeka na nas. To my powinniśmy udać się do niego i prosić o łaskę wiary, nadziei i miłości. Upadamy i wciąż podnosimy się,  ile to już razy, Panie? A Ty wciąż jesteś dla nas miłosierny…  Czas przejść do puenty.  Jeszcze tylko dwa tygodnie do  wigilijnego wieczoru, ale już teraz warto pomyśleć o tym, by nikt kogo znamy, nie pozostał  w ten  wieczór samotnym.  W większości rodzin stoi pewnie  symboliczne krzesło dla zdrożonego wędrowca,  w moim rodzinnym domu od zawsze tak było,  a jednak nigdy na naszą Wigilię ,,samotny” nie przybył. Może trzeba go do siebie śmielej zaprosić?  Może gdzieś blisko jest ktoś bardzo samotny?  Sąsiad-pustelnik, sąsiadka samiutka jak palec?  Może ktoś z dalszej rodziny, kto się odseparował od świata niewidzialną ścianą, poczuł się niepotrzebny, zapomniany, niekochany?  A może z kimś jesteśmy skłóceni?  To dobry czas,  by pomyśleć o chrześcijańskim zwyczaju  pustego krzesła. Czy to nic nie znaczący gest; zwyczaj, który kultywujemy bezrefleksyjnie, czy jednak coś więcej?  Ważny znak chrześcijaństwa  i akt miłości do bliźniego swego.  Z pewnością sprawimy wiele radości Panu Bogu, jeśli ktoś realnie usiądzie na pustym zazwyczaj krześle… 

Andrzej Leja

 
Tu jesteś: Parafia Felietony Czekamy z ufnością i miłością, a co możemy zrobić dla samotnych?
stat4u