logo2_1.jpg

Śmierć nie istnieje…

Wpisany przez Andrzej Leja   

Dobry teraz czas na zadumę, wspomnienie bliskich, którzy  odeszli, refleksję  nad  sensem życia,  drogą, którą podążamy, wartościami, którymi się kierujemy,  vulgo: idealny  moment,  by choć na chwilę zapomnieć o sporach i o krańcowo różnych  ideologicznych ,,światach”  w których funkcjonujemy.  Dziś  refleksja o śmierci w kontekście naszej wiary. Niegdyś w Warszawskiej Gazecie ukazał się mój felieton pt. W niebie musi być wesoło z okresu mojej pielgrzymki do grobu św. Jakuba. Wspominałem w nim swojego leśnego przyjaciela, łódzkiego projektanta i wspaniałego  gorliwego  katolika, Krzysztofa Florczaka,  poszukującego za życia dowodów na istnienie Pana Boga. Szkoda, że nie zdążył poznać książki Śmierć nie istnieje, amerykańskiego kardiologa prof. Caunceya Crandalla, przedstawiającego  dowody działania Jezusa w naszym doczesnym życiu.  Miód na serce wierzących. Spokój i światło. Potwierdzenie DROGI, którą wybraliśmy (jeśli ją rzeczywiście wybraliśmy).  Pełna symbioza marzeń i nadziei związanych z wiarą, ale także książka dla  niewierzących  i dla  pozostających  w sytuacji  niewiernego Tomasza Apostoła.  - Jeżeli na rekach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ i nie włożę ręki mojej do boku Jego, nie uwierzę!  Ilu z nas jest  po  tej właśnie stronie ,,Tomaszo-niewiernych”?  Ilu wierzy ,,na wszelki wypadek” , zgodnie z zakładem Pascala?  Lub tylko w sferze werbalnej, pozostając  na etapie  Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek?   Śmierć nie istnieje  Crandalla daje wszystkim niedowiarkom szansę na zmianę  podejścia do wiary.  Dostarcza znaków i dowodów na istnienie Boga.  Ważne świadectwo, zostawmy je jednak na chwilę na boku. Wczoraj  na You tube obejrzałem ,,film” z ,,radośnie” pląsającą młodzieżą  w murach starego  kościoła z pięknymi średniowiecznymi witrażami, w Maastricht w Holandii.  Dokładnie taka była atmosfera  niedawnych tęczowych ,,pląsów” przed oknem arcybiskupa w Krakowie.  Dwie symboliczne  sceny, w których pierwsza pokazuje  upadek w jakim pogrąża się zachodnia cywilizacja,  druga - naszą bezmyślność, zagubienie  i  pustkę, wiodącą ku przepaści.  Na przeciwnej szali możemy położyć  naszą wiarę, modlitwę  i świadectwa takich  ludzi jak  prof. Crandall.  Świadek niezwykłych transcendentalnych wydarzeń, stanowiących dla niego samego (naukowca i profesora kardiologii)  - żywe dowody na istnienie Boga.  - Żonie wystarczyło czytanie Biblii i modlitwa, ja jestem naukowcem, musiałem zobaczyć dowód na istnienie nieba,  i zobaczyłem… Podaje więc w  książce przykłady cudów, których nauka nie jest w stanie wyjaśnić,  opisując  przykłady cudownych uzdrowień, tajemniczego ,,Światła” i  siedzącego Jezusa na krześle u jego przyjaciela (również lekarza).  Kto  czyta Biblię ze zrozumieniem, nie może być zaskoczony - w pierwszym wszak rozdziale Ewangelii wg św. Jana powtarza się polecenie wypowiadane do wszystkich spotykających Jezusa i  do tych, którzy go szczerze szukali. Jezus zachęca ich wszystkich  słowami: Chodźcie!”. Nie każe się przyglądać z bezpiecznej odległości  i  na wszelki wypadek,  lecz wyraźnie mówi: chodź i zobacz, z bliska i na własne oczy.  Tak też postąpił prof. Crandall,  a owocem jego ufnej miłości i wiary jest  nabyte w praktyce lekarskiej przekonanie, że śmierć nie istnieje!  A to przecież podstawowy kanon naszej wiary,  pamiętajmy o tym udając się  wkrótce na  cmentarze, warto zmarłym powierzyć nasze myśli, troski i modlitwy. Opowiedzieć o tym i owym, co słychać u nas na ziemi, choć pewnie wiedzą, patrząc  na nas  gdzieś tam z góry, Wierzę też, że Krzysztof, mój przyjaciel z lasu patrzy, i nie potrzebuje już dowodów bo obcuje z Panem…  

Andrzej Leja

 
Tu jesteś: Parafia Felietony Śmierć nie istnieje…