logo2_1.jpg

Przed prawdziwą Golgotą, czyli Żałobna tragedyja o Męce Pańskiej…

Wpisany przez Andrzej Leja   

Pozwólcie Szanowni, że przed Świętami Wielkiej Nocy wspomnę o pewnym spektaklu. Trudno uwierzyć, że minęły już 44 lata od artystyczno-chrześcijańskiego wydarzenia  w Teatrze Nowym w Łodzi (byłem wówczas maturzystą) ,  którym stał się spektakl wyreżyserowany  przez Kazimierza Dejmka  na podstawie anonimowych XV-,  XVI-,  XVII-wiecznych tekstów opisujących mękę Chrystusa.  Dialogus de Passione, albo Żałobna tragedyja o Męce Pańskiej. Oglądałem ją  także 23 lata później w Teatrze Narodowym w Warszawie (również w reżyserii Dejmka), w świetnej obsadzie, z Łukaszewiczem (tak, tym samym, który teraz się wygłupia startując w wyborach z Biedroniem), Tobiaszem, Baerem i  Budzisz-Krzyżanowską, niemniej  to ten łódzki spektakl pozostał w mym sercu do dziś.  Ze względu na legendarną aurę jaka panowała w tamtym czasie wokół Dejmka.  Po wyrzuceniu z Teatru Narodowego za wystawienie Dziadów (pamiętne rozruchy studenckie’ 68) i krótkim okresie emigracji znalazł on pracę w Łodzi, w Teatrze Nowym, przy Więckowskiego.  Powrócił więc na stare śmieci, bo to w Nowym zaczynał swoją reżyserską karierę, w latach 50. Jego powrót  był pewnie  dla niego degradacją zawodową, niemniej dla  miasta Łodzi stał się w latach 70.  teatralną nobilitacją. Genialny Dejmek na prowincji (niech łodzianie mi wybaczą),  dzięki czemu  ,,prowincja”  przesunęła się  mocno w kierunku centrum polskiego teatru. Na  jego Mękę Pańską szły tłumy,  nie tylko łodzian (przyjeżdżano z całej Polski), choć spektaklu nie wolno było reklamować, czerwoni spuścili kurtynę milczenia zarówno  na Dejmka, jak i na ważny dla katolików temat.  Co jednak zakazane, najlepiej smakuje. Pocztą pantoflową,  przez Zdzisia, znajomego  Pysia, oraz przez Pysię-Zdzisię, dowiadywano się, co przygotował Dejmek w Teatrze Nowym,  a temat Pasji dodawał sytuacji mocnego  atutu.  Moim zaś było to, że wuj Tadeo, teatralny krytyk,  załatwił mi bilet na samą premierę.  Był  wrzesień 1975 r. Niezapomniany teatralny wieczór. Dejmkowska Pasja to wyobrażenie Chrystusa zaklęte w rzeźbach:  Jezusa triumfalnie wjeżdżającego  na osiołku do Jerozolimy, Jezusa biczowanego, frasobliwego, wreszcie ukrzyżowanego.  Sięgam do zakamarków pamięci; tak, to był spektakl niezwykłych  emocji. Pamiętam przepiękny sceniczny ,,wjazd” Chrystusa w Niedzielę Palmową (za dwa dni znów go przeżywamy!):  oto orszak chłopców i dziewcząt z rozpuszczonymi włosami, w sandałach, w bieli, ciągnie rzeźbę Jezusa na osiołku.  Kolejny trwały  i ostry obraz w pamięci  to żołnierze znęcający się nad  figurą Chrystusa, bijący ją, plujący na nią, kopiący Chrystusa (sic!).  Pamiętam też oczywiście reakcje widzów.  Bardzo silne emocje, zaskoczenie, szok, ale też zachwyt sugestywnością przeżywanych scen,  na koniec  oczywiście standing ovation.  Muszę jeszcze wspomnieć o niezapomnianym Bogdanie Baerze, brawurowo  grającym  Woźnego (zagrał go także 23 lata później w warszawskim spektaklu!).  Gdy wzywa go Kajfasz, wchodzi służalczy, podły, nadgorliwy, napawający się tym, że budzi przestrach.  Trzymał  publiczność w złowrogim szachu jak w kleszczach. To on obwieszczał  światu, że oto ,,zapadł wyrok zwierzchności w sprawie tego zwodziciela. A kto by tego skazanego w dom przyjął, będzie z miasta banitowan, a kto by mu pomagał, może życie postradać!”. Niesamowite,  jak wciąż aktualna jest Męka Pańska w wielu miejscach świata, gdzie prześladuje  się  ludzi jedynie dlatego, że są chrześcijanami  i przyjmują  Chrystusa ,,w dom”, wierząc  w niego, czcząc i kochając, ufając mu i wierząc w Jego miłosierdzie.  W Syrii wciąż morduje się chrześcijan, w Korei Północnej dziesiątki tysięcy  znajduje się w obozach pracy, w Afganistanie nie ma już kościołów i narasta przemoc ze strony wyznawców islamu,  w Somalii chrześcijanie mogą wierzyć w Boga tylko potajemnie, w Sudanie kościoły są burzone,  a chrześcijanie prześladowani, w Erytrei  się ich aresztuje, w Libii i Iraku narasta wobec nich przemoc,  zdarzają się przypadki mordów.  Co się dzieje w zachodniej Europie i jak Europę zdominowała  lewacka ,,religia”,  hadko pisać,  poraża również  to, co dzieje się w Polsce. Nawet za komuny nie było takich  zdziczałych, pełnych nienawiści ataków na kościół i katolików. Niezbyt dobrze się też dzieje w świecie  ludzi ,,teatru”, którzy dzisiaj  chętniej przygotują  Klątwę i Mein Kampf niż Żałobną tragedyję  o Męce Pańskiej.  Warto o tym pamiętać przed prawdziwą Golgotą…  A Święta Wielkiej Nocy tuż, tuż.  Ważne by czerpać z ich magicznej  mocy.  Z  radością i pokorą, a także świadomością nieprzewidywalności  ludzkiego losu i tego co w niebiosach dla nas zapisane.  - Ale czy będzie jutro? – zapytał  mnie  w przedświątecznym liście autor pięknej książki Opowiadania z Maroka, mój warszawski przyjaciel,  Krzysztof Pastuszko.  Spieszę więc  z życzeniami, niczym ks. Twardowski z miłością do ludzi. Wszystkim  zacnym Czytelnikom tej felietonowej strony naszej Parafii,   wszystkim przyjaciołom i wrogom, wszystkim bez wyjątku, życzę wspaniałych Świąt Wielkiej Nocy, Świąt magicznych, dodających  sił i ukazujących  inną perspektywę naszej ziemskiej Drogi oraz jej zwieńczenia. Niech Zmartwychwstały Chrystus daje nam  siłę do wszystkich  życiowych zmagań, klęsk  i zwycięstw. Bądźmy Mu  wdzięczni  za szansę na metaforyczne ,,JUTRO”…

Andrzej Leja

 
Tu jesteś: Parafia Felietony Przed prawdziwą Golgotą, czyli Żałobna tragedyja o Męce Pańskiej…
stat4u